Opowiedzieć książkę rysunkiem – rozmowa z Miguelem Imbirimbą

Jak powstała okładka do Tajnego agenta Jaime Bundy? Co jej twórca ma wspólnego z Polską? Jak dogadują się ze sobą Angolczyk i Brazylijczyk? Zapraszamy do przeczytania rozmowy z Miguelem Imbirimbą – autorem okładki książki Tajny agenta Jaime Bunda!

Claroscuro: Czy mógłby pan opowiedzieć nam o początkach pana przygody z rysunkiem ? Czy zawsze myślał pan, że to będzie pana zawód? Skąd pomysł na ilustrowanie komiksów?

Miguel Lalor Imbirimba: Rysowałem od zawsze, a od 10. czy 12. roku życia jestem wielkim fanem komiksów. To wtedy miałem okazję zobaczyć wystawę komiksów francuskich i spotkanie to okazało się miłością od pierwszego wejrzenia. Później, żeby dostać się na Akademię Sztuk Pięknych, porzuciłem nawet studiowanie nauk społecznych na uniwersytecie. Jako ciekawostkę powiem, że moim mistrzem był Polak, pan Bohdan Bujnowski, który wywarł ogromny wpływ na mój wybór drogi zawodowej. W pewnym momencie myślałem nawet o podjęciu studiów w Warszawie, tak bardzo mnie zainspirował. Polska zajmuje szczególne miejsce w moim sercu.

C: Stworzył pan okładkę do portugalskiego wydania Pepeteli Tajny Agent Jaime Bunda, za pańską zgodą wykorzystaliśmy ją do polskiego wydania książki. Jak do pana dotarła powieść i tym samym zlecenie na projekt okładki? Jest pan Brazylijczykiem, książka napisana została w Angoli. Obecnie mieszka pan we Francji, prawda?

MLI: W tamtym okresie pracowałem akurat dla wydawnictwa Pepeteli, Editions Dom Quixote w Lizbonie. Fakt, że Pepetela pochodzi z Angoli, a ja z Brazylii bardzo nas do siebie zbliżał. Brazylijczyk zawsze ma coś w sobie z Afrykanina, czy to w genach, czy w duszy. Zostałem więc wybrany do pracy nad okładką książki Pepeteli w sposób zupełnie naturalny. Od dziesięciu lat mieszkam w Paryżu i pracuję nad komiksami, ale czasem brakuje mi tworzenia jakiejś okładki.

C: Po lekturze powieści miał pan od razu pomysł na okładkę? Jak podobała się panu książka?

MLI: Myślę, że ta okładka należy do udanych. Natychmiast zrozumiałem humor i ducha książki, i bardzo przypadła mi ona do gustu. W brazylijskiej odmianie portugalskiego słowo ‚bunda’ oznacza pośladki. A Brazylijczycy wyznają prawdziwy kult tej części ciała, co jest oczywistym wpływem kultury afrykańskiej. Postać Jaime jest w 80% własnym tyłkiem, to jakże przedstawić go inaczej?

C: Czy myśląc o okładce, którą ma pan zaprojektować, bierze pan pod uwagę krąg kulturowy, do którego należą przyszli czytelnicy? Czy zastanawia się pan nad różnicami w poczuciu humoru, rozumieniu estetyki u odbiorców z różnych państw? Na przykład, czy w Portugalii słyszał pan taką opinię, że okładka Tajnego agenta… może sugerować, że to książka dla dzieci? Myśli pan, że pańskie intencje zostały poprawnie odczytane?

MLI: Tak, oczywiście, myślałem o efekcie, jaki ten rysunek, dość syntetyczny, może też dziecinny, wywrze na czytelnikach z różnych kultur. Jest to jednak książka angolska, do tego bardzo zabawna. Patrząc z kolei na okładkę francuskiego wydania, uważam, że to katastrofa, od razu widać, że tworzył ją ktoś z zewnątrz, ktoś spoza kultury luzo-afrykańskiej, w żaden sposób nie opowiada o książce. Dla mnie zawsze ważne było to, żeby pozostać bardzo wiernym wobec tonu, w jakim napisana była książka; przy pomocy jednego rysunku staram się opowiedzieć historię, którą zawiera. I, szczerze, w przypadku Jaime Bundy udało mi się to.

C: Wspominał pan wcześniej o polskim rysowniku, który był pańskim mistrzem i źródłem inspiracji. Mógłby pan szerzej opisać tę relację?

MLI: Bohdan Bujnowski był wykładowcą rysunku i architektury na uniwersytecie, na którym studiowałem. Bardzo szybko nawiązała się między nami przyjaźń, dom profesora stał się dla mnie oazą na długie lata. Bohdan był dla mnie mistrzem, w sensie daleko przekraczającym zakres rysunku. On i jego żona Hanna wywarli na mnie ogromny wpływ. Po drodze nauczyłem się kilku słów po polsku i bardzo dużo o historii waszego kraju. Opuściłem Brazylię, żeby studiować sztukę i żyć z niej w Europie, co jest w dużej mierze jego zasługą. Niestety, nigdy nie byłem w Polsce, ale taka wizyta sprawiłaby mi ogromną przyjemność, muszę się kiedyś tam wybrać.

C: Jakie są pana plany na przyszłość? Jest pan znany głównie z komiksów, myśli pan jednak o ilustrowaniu książek?

MLI: To prawda, że zostałem pełnoetatowym rysownikiem komiksowym, ale znajduję czas na wykonanie kilku ilustracji to tu, to tam. Literatura mnie pasjonuje, dlatego też jestem cały czas otwarty na „ubieranie” książek.

C: Bardzo dziękuję za rozmowę.

MLI: (po polsku) Dziękuję!

Wywiad przeprowadziła i przetłumaczyła z języka francuskiego Joanna Wojewodzic.

Reklamy

Co jadał i pijał Jaime Bunda, czyli angolskie kulinaria

Zagłębiając się w świat Jaime Bundy, bohatera książki jednego z najsłynniejszych pisarzy angolskich – Pepeteli, poznajemy uroki oraz koszmary angolskiego życia w Luandzie, zwanej miastem skrajności. Podróżując wraz z młodym detektywem ulicami stolicy tego afrykańskiego kraju, widzimy nie tylko samo miasto i ludzi tam mieszkających, ale też, niczym krytycy kulinarni, zgłębiamy tajniki angolskiej kuchni. Nie bez przyczyny Bunda uchodzi za miłośnika jedzenia, będącego dla niego największą świętością, którą należy właściwie celebrować – w spokoju i przy odpowiednio zastawionym stole. Co jadał Bunda – koneser whisky, czym żywi się przeciętny mieszkaniec Angoli?

Trzeba pamiętać, że ta była kolonia portugalska to kraj właściwie nieprzerwanie od lat 50. XX wieku targany wojnami, które wpłynęły na wygląd tradycyjnej kuchni. Angolskie kulinaria to mieszanka licznych wpływów, przede wszystkim wyrafinowanej kuchni europejskiej, do której wprowadzono produkty lokalne, powszechnie dostępne na terenie tego kraju. Nie zabraknie tam również potraw znanych i, rzec można, światowo dostępnych, takich jak fast food (hamburgery i hot-dogi) zapijany coca-colą. Lecz kuchnia ta posiada też swoje smaczki, czasem uchodzące za rarytasy, czasem zdumiewające. Cóż nietypowego możemy zjeść w luandzkiej restauracji?

Podstawą potraw kuchni angolskiej są przede wszystkim: fasola, kukurydza i maniok (również przerabiane na mąkę), bataty (czyli słodkie ziemniaki) czy dziki szpinak, podawane w różnych formach, na tysiące sposobów. Funje to typowa potrawa, mająca postać placka o mniej lub bardziej stałej konsystencji, do zrobienia której wykorzystuje się mąkę z kukurydzy lub manioku. Jadany jest sam lub jako dodatek do ryby albo gulaszu. Jest to kuchnia bardzo esencjonalna, w której wykorzystuje się dużo przypraw; ostry czarny pieprz, pikantno-gorzkie curry, aromatyczny cynamon. Bardzo ważnym składnikiem jest brazylijska odmiana ostrej papryczki, zwanej piri-piri – podstawa słynnego ostrego sosu. Olej palmowy to kolejna gwiazda tej kuchni, który nadaje potrawom słodkawy smak. Używany jest niezwykle często, właściwie w większości potraw. Popularne są też ryby, głównie dorsze i sardynki (pozostałość upodobań kulinarnych portugalskich kolonizatorów?), grillowane na węglu drzewnym, co nadaje im charakterystyczny wędzony aromat, i podawane z cytryną, oraz mariscos, czyli owoce morza, w skład których wchodzą m.in. barwne langusty i okrągłe kraby. Kalulu to pozycja numer jeden w rybnym menu tego kraju, niezwykle popularna na wybrzeżu.

Ale nie jest to kuchnia wyłącznie wegetariańska. Mięso to ważny składnik diety mieszkańca Angoli. Zamawiając feijoadę będziemy delektować się smakiem świńskich uszu, kiełbasy i boczku, występujących w asyście czarnej fasoli. Mimo iż jest to danie typowo brazylijskie, nie zabraknie go w kuchni angolskiej restauracji. Kura to kolejne zwierzę nieustannie goszczące na angolskich stołach, serwowane w wielu wariacjach. Podawana w formie roladek, gulaszu, czy w sosie z orzeszków ziemnych z olejem palmowym zaskoczy nawet najwybredniejsze podniebienie. Często gotowana po prostu z solą i jedzona z ryżem. Występuje jednak przede wszystkim w towarzystwie funje. Największą niespodzianką dla zagranicznego turysty będzie obecność w kuchni angolskiej mięsa bawolego, marynowanego godzinami w zalewie z oleju i ziół, cieszącego się tak wielką popularnością jak kurczak. Jak smakuje to zwierzę, kojarzące się nam przede wszystkim z safari?

Zapraszamy do kosztowania specjałów Angoli oraz lektury książki Tajny agent Jaime Bunda, która przybliży nam klimat, w jakim przeciętny Angolczyk spożywa posiłek. Bon apetit!

P.G.