„W Amazonii”

Firma Amazon, największa na świecie sieć księgarń wysyłkowych, rozpoczęła budowę swoich centrów logistycznych w Polsce. W sumie mają powstać 3 oddziały, w których zatrudnienie znajdzie łącznie nawet 10 tysięcy osób. Niebawem rozpocznie się zakrojony na szeroką skalę proces rekrutacyjny.

Reakcje na tę wiadomość są zróżnicowane. Z jednej strony pojawienie się tak wielu nowych miejsc pracy na różnych stanowiskach jest bardzo korzystne. Wiążą się z tym jednak pewne obawy. Pod koniec zeszłego roku w niemieckich oddziałach miała miejsce seria strajków. Pracownicy skarżyli się na niskie płace, nieodpowiednie warunki pracy i niekorzystne formy umów. Już teraz wiadomo, że nie każda osoba zatrudniona w polskim Amazonie będzie mogła liczyć na umowę o pracę.

Wątpliwości wzbudzają również pytania, które mają padać podczas rozmów kwalifikacyjnych. Dotyczą one nie tylko pracy, lecz także osobistych doświadczeń i przekonań kandydata. Osoba starająca się o zatrudnienie w Amazonie może zostać poproszona o opisanie sytuacji, w które musiała kogoś przeprosić lub opowiedzenie o największym błędzie, jaki zdarzyło jej się popełnić.

Okładka francuskojęzycznej wersji książki "W Amazonii"

Kolejną kontrowersją związaną z działalnością firmy jest kwestia automatyzacji pracy. W Stanach Zjednoczonych trwają prace nad wdrożeniem dronów, które pełniłyby funkcję superszybkich doręczycieli zamówień. Urządzenie to jest bezzałogowe i nie wymaga zdalnego sterowania, dlatego innowacja taka wiąże się z możliwością zmniejszania się liczby miejsc pracy, co jest postrzegane jako poważne zagrożenie.

Francuski dziennikarz Jean-Baptiste Malet postanowił przekonać się na własnej skórze, jakie są blaski i cienie pracy w firmie Amazon. Na podstawie swoich doświadczeń napisał reportaż. Polska wersja książki pod tytułem W Amazonii ukaże się w październiku 2014 roku nakładem wydawnictwa Claroscuro.

Reklamy

Rzeczywistość bez retuszu

© Raphaël Gaillarde

© Raphaël Gaillarde

Dzisiaj mijają 4 lata od śmierci Pascala Garniera, francuskiego pisarza, autora ostatnio wydanego przez nas tytułu Jak się ma twój ból?. Książka ta liczy sobie zaledwie 174 strony, jednak wystarczy tylko tyle, by zmusić czytelnika do refleksji. Jaką prawdę o świecie ukazuje autor w tej krótkiej, prostej opowieści?

Wydaje się, że bohaterowie książki są stworzeni na zasadzie kontrastu: chłodny, cyniczny i bezwzględny Simon kontra serdeczny i prostoduszny lekkoduch Bernard. Czuła i troskliwa matka Fiona oraz wyzwolona, niepokojąca samotniczka Rose. Malutka Violette, poznająca otaczający ją świat i żegnająca się z życiem Anaïs. Młodość i starość, nadzieja i rezygnacja, życie i śmierć. Czy jest tu miejsce na wspólny mianownik? Garnier pokazuje, że owszem, jest – i to bardzo dużo miejsca.

Świat powieści Jak się ma twój ból? nie jest czarno-biały. Jednak jeśli ktoś spodziewa się skali odcieni szarości, bardzo się rozczaruje. To barwna historia z barwnymi postaciami. To właśnie zderzenie bohaterów z tak różnych światów pozwala autorowi ukazać rzeczywistość bez retuszu – czasem przyjemną, czasem ohydną i zawsze niedoskonałą.

Owa niedoskonałość świata przejawia się na wielu płaszczyznach – na przykład w wątku miłosnym Bernarda i Fiony. Są co prawda młodzi, ale wcale nie piękni i romantyczni. To zwykli ludzie, którzy na co dzień borykają się z problemami i którzy zdążyli doświadczyć już w życiu różnych trudności. Spotykają się w zupełnie przypadkowych okolicznościach, a ich miłość rozkwita pomimo niesprzyjającej aury. To uczucie wynikające przede wszystkim ze spotkania dwóch pokrewnych i bardzo osamotnionych dusz, a nie z przypływu namiętności.

„Niedoskonały” jest również, w pewnym sensie, Simon – ten oschły, z pozoru pozbawiony skrupułów i sentymentów mężczyzna w istocie jest bardzo emocjonalny. Nie jest tym, za kogo chciałoby się go uważać, nie spełnia kryteriów czarnego charakteru. Przeciwnie, nie sposób go nie lubić, mimo że jego postępowanie budzi wiele wątpliwości. Simon ceni takie wartości jak przyjaźń i lojalność. Okazywanie uczuć nie jest jego mocną stroną, ale jak się okazuje, nawet tak niewrażliwy człowiek jak on potrafi niekiedy uronić łzę.

Podobnie Bernard – chociaż sprawia wrażenie wcielenia dobra i serdeczności, jego również stać na niejednoznacznie moralne czyny. Ma dobre intencje, ale czy na pewno udaje mu się zawsze dokonać najlepszego wyboru? O tym musi zadecydować czytelnik, dla którego spotkanie z tymi niezwykle przewrotnymi postaciami powinno być bardzo ciekawym doświadczeniem.

Więcej informacji o książce można znaleźć na stronie wydawnictwa.

Książki, które leczą

Czy literatura może być lekarstwem? Okazuje się, że tak, i to w ścisłym znaczeniu tego słowa.

Biblioterapia, czyli leczenie za pomocą czytania, to stosunkowo nowa metoda terapeutyczna. Jej najbardziej znaną formą jest skierowana do dzieci bajkoterapia. Jednak z leczniczych właściwości (o)powieści może skorzystać każdy bez względu na wiek. Najlepiej zgłosić się do wykwalifikowanego biblioterapeuty, który przepisze odpowiednią dawkę właściwych lektur, dobranych stosownie do dolegliwości.

Książka zamiast psychoterapii

FreeDigitalPhotos.net

FreeDigitalPhotos.net

W Polsce biblioterapia jest jeszcze stosunkowo mało znana. Praktykuje się ją właściwie tylko w odniesieniu do dzieci i młodzieży borykających się z problemami zdrowotnymi i psychologicznymi. Zwykle terapia taka ma formę zajęć grupowych z elementami zabawy i ćwiczeń.

W Wielkiej Brytanii oblicze biblioterapii jest zupełnie inne. Grupą docelową nie są już tylko dzieci, lecz osoby w każdym wieku, a nawet częściej dorośli. W Londynie powstała instytucja The School of Life, specjalizująca się m.in. w prowadzeniu biblioterapii indywidualnej lub dla par.

Do zespołu biblioterapeutów z The School of Life należy m.in. współautorka książki The Novel Cure, będącej zbiorem literackich recept na różne dolegliwości – Ella Berthoud. Wizytę u niej opisał John Crace, dziennikarz „The Guardian”:

Minęło ponad 20 lat, odkąd po raz ostatni byłem na kozetce terapeuty. Mój psychiatra zwykł siadać za mną i nie odzywać się ani słowem przez bite 50 minut. Ta terapia nie skończyła się dobrze dla żadnego z nas.

Tym razem jest to znacznie bardziej satysfakcjonujące doświadczenie. Przede wszystkim moja terapeutka, Ella Berthoud, siedzi naprzeciwko mnie i utrzymuje kontakt wzrokowy. Poza tym rozmawiamy o książkach – jest to temat, na który mówię o wiele chętniej, niż o ubogich zakamarkach własnego psyche. Ella jest biblioterapeutką – leczy przy pomocy książek. Wysłuchuje ludzi, którzy opowiadają o tym, co się dzieje w ich życiu, i zaleca lektury, które mogą im pomóc. Leczenie czytaniem zamiast leczenia gadaniem. (…)

Źródło: The Guardian

Literatura w pigułce

Okładka brytyjskiego wydania książki "The Novel Cure"

Książka The Novel Cure (dosł. powieściowy lek), którą Ella Berthoud napisała do spółki z Susan Elderkin, to alfabetyczny spis najróżniejszych dolegliwości, do których przypisane są odpowiednie powieści-leki. Książka ma formę leksykonu i jest ponadto zaopatrzona w indeksy oraz spisy najważniejszych pozycji beletrystycznych. Nie jest to jednak publikacja naukowa czy specjalistyczna – autorki kierują swoją książkę do szerokiego grona czytelników, którzy chcą potraktować literaturę nie tylko jako rozrywkę, lecz także jako sposób na poprawienie swojego samopoczucia.

Polska wersja książki ukaże się w grudniu 2014 r. nakładem wydawnictwa Claroscuro.

Jak i dlaczego to działa?

Mogłoby się wydawać, że literatura nie oddziałuje na czytelników aż tak mocno, by wpływać na ich stan zdrowia. Jest to uzasadnione zastrzeżenie, ale tylko częściowo. Z pewnością biblioterapia nie uleczy chorób ciała, ale może wpływać na poprawę samopoczucia i kondycji psychicznej. Co więcej, zdaniem biblioterapeutów odpowiednio dobrane książki są źródłem nowych perspektyw, pobudzają wyobraźnię, dają nowe spojrzenie na rzeczywistość, dzięki czemu mogą przyczyniać się do szeroko rozumianego rozwoju pacjenta.

Sztuka jako remedium

FreeDigitalPhotos.net

FreeDigitalPhotos.net

Trzeba pamiętać, że biblioterapia nie jest odosobnioną techniką, lecz przynależy do szerszej kategorii, tzw. arteterapii. Arteterapia to, najogólniej mówiąc, metody leczenia i wspomagania rozwoju oparte na kontakcie pacjenta ze sztuką. Jest to kontakt zarówno bierny, jak i czynny – pacjent nie tylko odbiera różne formy artystyczne, lecz także podejmuje próby ich tworzenia lub odtwarzania.

Biblioterapia odkrywa potencjał drzemiący w literaturze. Nie ma w tym nic z działania magicznego, bo mechanizm jest prosty – odkrywając nieznane sobie światy, czytelnik pogłębia swoją wyobraźnię, empatię, uczy się lepiej rozumieć otaczający go świat i innych ludzi. A może również – samego siebie.