Jedzenie zamiast książek

Statystyki związane ze stanem polskiego czytelnictwa są druzgocące. Blisko 2/3 Polaków w ogóle nie sięga po książki, zaś do regularnego obcowania z literaturą przyznaje się zaledwie co dziesiąty. Ale ten problem to zaledwie wierzchołek góry lodowej.

Kryzys rynku książki można częściowo zrzucić na karb cyfryzacji literatury i prasy – zamiast kupować publikacje papierowe, sięgamy raczej po ebooki; zamiast przeglądać drukowaną prasę codzienną, zaglądamy na portale informacyjne. To jednak nie tłumaczy całości zjawiska.

Spadek czytelnictwa jest niewątpliwy – czytamy coraz mniej. Według doniesień Biblioteki Narodowej z 2012 roku, w perspektywie dekady odsetek osób czytających regularnie (7 książek rocznie lub więcej) spadł dokładnie o połowę. Z mapy Polski znikają kolejne księgarnie, a rynek czytelniczy się kurczy. Warto się zastanowić, co jest przyczyną, a co skutkiem tego stanu rzeczy.

FreeDigitalPhotos.net

FreeDigitalPhotos.net

Na początek kilka spostrzeżeń. Po pierwsze – nie tylko jakość literatury, a może nawet ona w najmniejszym stopniu, ma wpływ na jej ewentualny sukces komercyjny. Widać to chociażby na przykładzie głośnej ostatnio sprawy Kai Malanowskiej i jej szeroko komentowanego w mediach oburzenia na niskie zarobki pisarzy, odzwierciedlające brak zainteresowania odbiorców ich twórczością mimo licznych literackich nagród i wyróżnień, które rzekomo miałyby się przełożyć na zwiększenie sprzedaży tytułu. Nie ma oczywiście nic zaskakującego w tym, że spora część książek przechodzi bez echa.  Niemniej bez względu na wartość literacką pisarstwa Malanowskiej, którego ocena zawsze będzie subiektywna, fakt, że po książkę sięgnął mało kto, może mieć zupełnie inne – całkiem prozaiczne – przyczyny.  Otóż problem tkwi w dostępności książek w ogóle, a w szczególności tych wydanych przez małe i średnie oficyny. Drastycznie spada liczba księgarni, a ich oferta staje się coraz bardziej jednolita. Na wszystkich półkach widnieją niemal te same tytuły. Wydawnictwa ponoszą coraz większe koszty dystrybucji (sięgające często nawet 55% ceny książki), przez co z gry odpadają najmniejsze, a rynek opanowują najprężniej działające przedsiębiorstwa, których oferta niekoniecznie jest najbardziej atrakcyjna – jest po prostu najbardziej znana i najłatwiej dostępna dostępna.

Ubolewanie nad obniżającymi się kompetencjami kulturowymi społeczeństwa jest zatem nie w pełni uzasadnione. Spadek czytelnictwa może mieć swoje przyczyny nie tylko w tym, że internetowe przekazy audiowizualne kształtują nawyki wyrywkowego przyswajania tekstów, lecz także w coraz trudniejszym dostępie do zróżnicowanej oferty czytelniczej. Oczywiście przemiany gospodarcze nie są jedynymi czynnikami, powodującymi taką sytuację. Zjawiska socjologiczne wydają się nie mniej ważne.

Mowa przede wszystkim o niepokojącym przekształcaniu się znaczenia słowa ‚kultura’. Do tej pory pojęcie to wiązało się z dorobkiem będącym nośnikiem ważnych wartości i idei. Obecnie można zauważyć stosowanie tego terminu do zjawisk zupełnie niezwiązanych z trwałymi wytworami ludzkiego geniuszu i talentu. Przykład? Instytut Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, prowadzący do tej pory studia z zakresu socjologii i nauk społecznych, uruchomił ostatnio nowy kierunek studiów podyplomowych pod tytułem… Kultura kulinarna. To nie jest jednak odosobniony przypadek takiego użycia słowa ‚kultura’. Dział o podobnej nazwie mieści się w jednym z warszawskich Empików (oferuje narzędzia i pomoce związane z gotowaniem) i wygląda na to, że coraz bardziej wypiera książki, czyli to, co miało być podstawą działalności tej sieci sklepów. A to jeszcze nie wszystko. W Kamienicy Braci Jabłkowskich, gdzie dotychczas mieściła się jedna z największych stołecznych księgarni – Traffic Club – znajduje się obecnie… bazar z żywnością „ekologiczną”. Czy to oznacza, że zainteresowania społeczeństwa przeniosły się z kultury (rozumianej tradycyjnie) na konsumpcję? Miejmy nadzieję, że jest to jedynie przejściowa moda i kryzys, który niebawem zostanie zażegnany. Propozycje rozwiązania są jednak wciąż przedmiotami dyskusji.

Reklamy

„W Amazonii”

Firma Amazon, największa na świecie sieć księgarń wysyłkowych, rozpoczęła budowę swoich centrów logistycznych w Polsce. W sumie mają powstać 3 oddziały, w których zatrudnienie znajdzie łącznie nawet 10 tysięcy osób. Niebawem rozpocznie się zakrojony na szeroką skalę proces rekrutacyjny.

Reakcje na tę wiadomość są zróżnicowane. Z jednej strony pojawienie się tak wielu nowych miejsc pracy na różnych stanowiskach jest bardzo korzystne. Wiążą się z tym jednak pewne obawy. Pod koniec zeszłego roku w niemieckich oddziałach miała miejsce seria strajków. Pracownicy skarżyli się na niskie płace, nieodpowiednie warunki pracy i niekorzystne formy umów. Już teraz wiadomo, że nie każda osoba zatrudniona w polskim Amazonie będzie mogła liczyć na umowę o pracę.

Wątpliwości wzbudzają również pytania, które mają padać podczas rozmów kwalifikacyjnych. Dotyczą one nie tylko pracy, lecz także osobistych doświadczeń i przekonań kandydata. Osoba starająca się o zatrudnienie w Amazonie może zostać poproszona o opisanie sytuacji, w które musiała kogoś przeprosić lub opowiedzenie o największym błędzie, jaki zdarzyło jej się popełnić.

Okładka francuskojęzycznej wersji książki "W Amazonii"

Kolejną kontrowersją związaną z działalnością firmy jest kwestia automatyzacji pracy. W Stanach Zjednoczonych trwają prace nad wdrożeniem dronów, które pełniłyby funkcję superszybkich doręczycieli zamówień. Urządzenie to jest bezzałogowe i nie wymaga zdalnego sterowania, dlatego innowacja taka wiąże się z możliwością zmniejszania się liczby miejsc pracy, co jest postrzegane jako poważne zagrożenie.

Francuski dziennikarz Jean-Baptiste Malet postanowił przekonać się na własnej skórze, jakie są blaski i cienie pracy w firmie Amazon. Na podstawie swoich doświadczeń napisał reportaż. Polska wersja książki pod tytułem W Amazonii ukaże się w październiku 2014 roku nakładem wydawnictwa Claroscuro.

Rzeczywistość bez retuszu

© Raphaël Gaillarde

© Raphaël Gaillarde

Dzisiaj mijają 4 lata od śmierci Pascala Garniera, francuskiego pisarza, autora ostatnio wydanego przez nas tytułu Jak się ma twój ból?. Książka ta liczy sobie zaledwie 174 strony, jednak wystarczy tylko tyle, by zmusić czytelnika do refleksji. Jaką prawdę o świecie ukazuje autor w tej krótkiej, prostej opowieści?

Wydaje się, że bohaterowie książki są stworzeni na zasadzie kontrastu: chłodny, cyniczny i bezwzględny Simon kontra serdeczny i prostoduszny lekkoduch Bernard. Czuła i troskliwa matka Fiona oraz wyzwolona, niepokojąca samotniczka Rose. Malutka Violette, poznająca otaczający ją świat i żegnająca się z życiem Anaïs. Młodość i starość, nadzieja i rezygnacja, życie i śmierć. Czy jest tu miejsce na wspólny mianownik? Garnier pokazuje, że owszem, jest – i to bardzo dużo miejsca.

Świat powieści Jak się ma twój ból? nie jest czarno-biały. Jednak jeśli ktoś spodziewa się skali odcieni szarości, bardzo się rozczaruje. To barwna historia z barwnymi postaciami. To właśnie zderzenie bohaterów z tak różnych światów pozwala autorowi ukazać rzeczywistość bez retuszu – czasem przyjemną, czasem ohydną i zawsze niedoskonałą.

Owa niedoskonałość świata przejawia się na wielu płaszczyznach – na przykład w wątku miłosnym Bernarda i Fiony. Są co prawda młodzi, ale wcale nie piękni i romantyczni. To zwykli ludzie, którzy na co dzień borykają się z problemami i którzy zdążyli doświadczyć już w życiu różnych trudności. Spotykają się w zupełnie przypadkowych okolicznościach, a ich miłość rozkwita pomimo niesprzyjającej aury. To uczucie wynikające przede wszystkim ze spotkania dwóch pokrewnych i bardzo osamotnionych dusz, a nie z przypływu namiętności.

„Niedoskonały” jest również, w pewnym sensie, Simon – ten oschły, z pozoru pozbawiony skrupułów i sentymentów mężczyzna w istocie jest bardzo emocjonalny. Nie jest tym, za kogo chciałoby się go uważać, nie spełnia kryteriów czarnego charakteru. Przeciwnie, nie sposób go nie lubić, mimo że jego postępowanie budzi wiele wątpliwości. Simon ceni takie wartości jak przyjaźń i lojalność. Okazywanie uczuć nie jest jego mocną stroną, ale jak się okazuje, nawet tak niewrażliwy człowiek jak on potrafi niekiedy uronić łzę.

Podobnie Bernard – chociaż sprawia wrażenie wcielenia dobra i serdeczności, jego również stać na niejednoznacznie moralne czyny. Ma dobre intencje, ale czy na pewno udaje mu się zawsze dokonać najlepszego wyboru? O tym musi zadecydować czytelnik, dla którego spotkanie z tymi niezwykle przewrotnymi postaciami powinno być bardzo ciekawym doświadczeniem.

Więcej informacji o książce można znaleźć na stronie wydawnictwa.